Właśnie skończyłam 'Killera'. Śmiało mogę stwierdzić, że dałam z siebie 100%. Zaczęłam trening z postanowieniem 'dziś będę jak Ewa!'. Aż zdziwiłam się, jak bardzo sobie czasem...hm...odpuszczam? Bo trening 'na 100%' o dziwo wcale mnie tak nie zmęczył i dałam radę przetrwać cały przy maksymalnym wysiłku. A może to kwestia poprawy formy? Pamiętam, że za pierwszym razem wysiadałam przy 'Killerze' już po 15 min. Tak czy owak, dzisiejszy trening uważam za ogromny sukces i powód do dumy!
Z innej beczki: dostałam pracę. Przy rozdawaniu ulotek, ale zawsze coś. Gdy ma się 16 lat, trudno znaleźć coś lepszego. Na szczęście pracuję w godzinach 12-18, więc rano będę miała czas na ćwiczenia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz